Pracownia Otwierania Kultury 2017
Grudzień 16, 2017
Moc jest w nim silna! “Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi” – recenzja filmu
Grudzień 16, 2017

“… czy przyszło ci do głowy, że twa krwawa śmierć to będzie super hit światowy?” – śpiewa pod koniec Judasz.

Jedna z najlepszych i najpopularniejszych rock-oper XX wieku, prawdziwa “gwiazda gwiazd” musicali — “Jesus Christ Superstar” — od ponad 47 lat nieprzerwanie jest wystawiana niemalże na całym świecie. Mimo upływu tylu lat od dnia premiery wciąż przyciąga liczne tłumy i zachwyca je swoją unikalnością. Jak to możliwe, że jedno z pierwszych dzieł dwóch bardzo młodych, niedoświadczonych, acz szalenie zdolnych twórców — Andrew Lloyda Webbera i Tima Rice’a — zdobyło tak wielką popularność?

Jesus Christ Superstar to musical kontrowersyjny, traktujący o siedmiu ostatnich dniach z życia Chrystusa. Swój sukces zawdzięcza wielu nowatorskim zabiegom: połączeniu biblijnego patosu z rockową muzyką, a przede wszystkim — wybraniu Judasza Iskarioty na głównego bohatera. Świat współczesny bohaterom nie jest zbytnio podobny do tego biblijnego. Co więcej, odnosi się wrażenie, iż cała akcja osadzona jest w realiach lat 70. – realiach przepełnionych zabawą, radością i niepohamowaną euforią. Przełamano niejako zasadę “decorum”, pokazano na scenie to, czego wcześniej unikano, co uznawano za zbyt niestosowne.

Geneza…

Tim Rice przyznał w jednym z wywiadów, że od dzieciństwa fascynował się postacią Judasza. Podobno właśnie to zainteresowanie stało się jego główną inspiracją do napisania dzieła o tematyce biblijnej. Sam Musical opowiada w końcu historię w dużej mierze Judasza, który niewątpliwie jest postacią najbarwniejszą, najbardziej złożoną psychologicznie. Posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że Rice wykreował go na kształt bohatera tragicznego, który miota się pośród swoich myśli, jest wewnętrznie rozdarty, bo nie wie, wobec kogo i czego ma zachować lojalność. Odszedł od stereotypowego obrazu zdrajcy – celem Rice’a nie było potępienie Judasza – zdaje mi się nawet, że postać ta budzi w widzach… współczucie.

Historia właściwa samego musicalu zaczyna się w 1970 roku od wydania albumu “Jesus Christ Superstar”. Zdobył on tak ogromną popularność, że już rok później, dokładnie 12 lipca na Civic Arena w Pittsburghu, odbyła się jego premiera. Każda kolejna inscenizacja przyciągała coraz więcej widzów, którzy pragnęli “jeszcze raz od nowa” poznać drogę wskazaną przez Jezusa Chrystusa. Główne role grali wtedy:

  • Ian Gillian jako Jezus,
  • Murray Head jako Judasz,
  • Yvonne Elliman w roli Marii Magdaleny.

A w Polsce…

Chociaż do Polski dotarł dopiero w 1987 roku, ponad 17 lat po premierze, niemalże od razu podbił serca Polaków. Stało się to możliwe głównie dzięki obsadzie. W rolę Jezusa wcielił się Marek Piekarczyk, a obok niego występowali również: Małgorzata Ostrowska, Dorota Kowalewska, Jerzy Jeszke czy Andrzej Śledź.

Po raz pierwszy spotkałam się z tym spektaklem niecały rok temu, kiedy poszukiwałam interesującej pozycji w repertuarze chorzowskiego Teatru Rozrywki. Mój wybór padł właśnie na tę przesławną rock — operę, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ich inscenizacja jest dla mnie niemalże arcydziełem, dopracowanym pod każdym względem. Obłędne jest tu niemal wszystko: wokal, gra aktorska i muzyka. Maciej Balcar idealnie wpasowuje się w rolę “Jezusa hipisów”. Podobnie jak Marzena Ciuła, która na scenie zdaje się całkowicie utożsamiać z postacią Marii Magdaleny. Judasz, postać, która nadaje unikalny charakter całemu przedstawieniu, doskonale oddał emocje i rozterki racjonalisty skonfrontowanego z niepoprawnym idealizmem Jezusa. Obok wymienionych wyżej aktorów występują także inni, nie mniej znakomici: Jarosław Czarnecki (Herod), Andrzej Kowalczyk, Jacek Pacholski, Marta Tadla (arcykapłani), Adam Szymura (strażnik), Dominik Koralewski, Marek Chudziński czy Bartłomiej Kuciel.

Jeśli kiedyś zdarzy się tak, że będziecie głodni nowych pragnień i niepowtarzalnych przeżyć, a dodatkowo babcia wspomoże Wasz budżet kilkoma złotówkami, nie wahajcie się pójść na “Jesus Chirst Superstar”. Gwarantuję Wam, że ani na moment nie pożałujecie wydanych pieniędzy, a co więcej — wpadniecie być może w niebezpieczny nałóg, jak ja… i zapragniecie zobaczyć każdą możliwą jego inscenizację: najpierw w Łodzi, potem w Poznaniu, Pradze, Londynie… aż po Broadway.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

polski