Moc jest w nim silna! “Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi” – recenzja filmu
Grudzień 16, 2017
Przepis na… MAGICZNY PIERÓG
Grudzień 24, 2017

Chodzisz na tańce ludowe? Przecież to ,, przestarzałe”. Być młodym i chcieć wracać do tradycji? Z taką opinią stykam się niemalże na co dzień. Jednak jak to wygląda z perspektywy osoby, która poświęciła na to ponad połowę swojego życia? To nie tylko chwila przyjemności dwa razy w tygodniu. To przygoda na całe życie. Kto zanurzył się w tym raz, a dobrze, później może mieć problem z oderwaniem się od tego. 

Dla wielu osób taniec ludowy jest już czymś nieobecnym albo zarezerwowanym wyłącznie dla starszej publiczności. Jednak to nie jest do końca prawda. Zdecydowana część nie ma pojęcia o tym, że obecnie również już najmłodsi kultywują tradycje. Często przez wiele lat. To nie jest dla nich powód do wstydu. Mimo, że zazwyczaj muszą spotykać się z wyśmiewaniem się z pasji, jaką posiadają. Dlaczego? Przecież w tym nie ma nic współczesnego. Oczami rówieśników jest to śpiewanie jakichś starych przyśpiewek i to byłoby na tyle.

Skąd bierze się to prześmiewcze podejście? Otóż to proste – z braku wiedzy w tym temacie. Przecież najlepiej jest najpierw wystawić jakiś osąd, a dopiero później tak naprawdę przyjrzeć się sprawie. Wskutek tego wiele osób poddaje się na samym początku, ale są też tacy, którzy zostają już do końca. Wtedy rozpoczyna się dla nich droga pełna niespodzianek.

Moje doświadczenie z Zespołem – Kaniorowcami rozpoczęło się około 13 lat temu. W zasadzie zupełnie przypadkowo poszłam na egzamin, po którym wyszłam przekonana, że się nie dostałam. Los zadecyował inaczej i na stałe trafiłam do rodziny Kaniorowców. Wtedy jeszcze nie wiedząc, że będzie to taka spora część mojego życia. Przez te wszystkie lata nie zliczę, ile miałam koncertów. Często spotykałam się pytaniami w stylu: “Chce Ci się?”, “Po co to robisz?” I odpowiem szczerze. Tak, chce mi się, bo to moja pasja. To trochę tak jakby spytać sportowca po co trenuje.

Taniec ludowy jak każdy inny sport absorbuje dużo czasu. Są to tysiące godzin spędzonych na sali, hektolitry wylanego potu, ale nie tylko. To miejsce, gdzie poznałam prawdziwych przyjaciół. To dzięki Zespołowi dotarłam w wiele miejsc, do których w życiu bym nie pojechała. Jednak to przede wszystkim emocje, które towarzyszą mi tuż po każdym koncercie. Uczucie satysfakcji połączone z radością z wykonanej pracy.

Po co to wszystko? Przecież można by równie dobrze tylko chodzić do szkoły. Ale dlaczego nie robić nic ponad to? Coraz częściej spotykam się z tym, że spora część osób jest w szoku, gdy mówi się, że robi się coś poza szkołą i korepetycjami. Czy to naprawdę takie szokujące? Jeżeli ktoś chce zmienić świat to najpierw powinien zacząć od tego, w jakim się obraca. A włączanie się w jakąkolwiek działalność pozaszkolną jest jednym ze sposobów na to. Takie doświadczenie zawsze kiedyś może okazać się przydatne. Lepiej je posiadać niż nie.

* Artykuł powstał w ramach projektu Carry On Youth

source: Folk dance is my life

1 Komentarz

  1. Dominika napisał(a):

    Tak jest, ja wyszłam z rodziny z powodu przeprowadzki 13 lat temu ale jak miała bym możliwość wróciła bym tam znowu, i dalej wylewała bym pot na sali, nabijała kolejne siniaki i traciła głos na zajęciach wokalnych, brakuje mi tej kolki, gonitwy do szatni między suitami i maratonu przebierania się w kolejny strój pozdrawiam i życzę sukcesów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

polski